TOLIMI KAIMYNAI (wprost.pl, 2010 m. spalio 18 d.)
Nors Lietuva, Latvija, Estija ir Vengrija yra mūsų artimiausi kaimynai, Lenkija, atrodo, tai ignoruoja ir ieško draugų toli – daugiausia Vašingtone ir Briuselyje.
Lankantis Kaune, į šią problemą mano dėmesį atkreipė vietos užsienio politikos ekspertai. Paklausė manęs atvirai, - kiek pas jus kalbama apie Lietuvą? Sekant lenkiškas visuomenės informavimo priemones, – nesvarbu, ar tai spauda, televizija ar radijas, – galima įsitikinti, kad lietuviai, latviai, estai, baltarusiai, ukrainiečiai ir vengrai gyvena kitame kontinente, kažkur netoli Australijos.
Tai maždaug tiek pat, kiek abiejų Polių gyventojai susilaukia dėmesio lenkiškose žiniasklaidos priemonėse – iš esmės nulio, išskyrus nekasdienes situacijas. O juk tai mūsų artimiausias užsienis, kuris siekia dėmesio ir kuris mūsų šalyje mato sau atramą. Mes tuo tarpu, geriau be atsako, domėsimės JAV užklupusia pūga ar Karla Bruni Prancūzijoje, bet ne kaimynais.
Tose šalyse, ypač Lietuvoje, daug kalbama apie Lenkiją. Ekspertai kalba apie mūsų politiką, komentuoja vidaus padėtį ir veiksmus tarptautinėje arenoje. Lietuvos valdžia oficialiai kalba apie strateginę partnerystę su Lenkija. Bet ar prie Vyslos apie tai kas nors girdėjo? Komentatoriai ir politikai gaišta laiką kalbėdami apie blankius ir nesvarbius reikalus, pavyzdžiui, jau mitinėmis tapusias vizas į JAV.
Mažesniuosius kaimynus prisimename tik tada kai yra koks reikalas – daugiausia kai ES formatuose reikia suburti frontą už ar prieš kažką. Tai tiesiausias kelias, kad tos šalys laikui bėgant prarastų viltį turėti geresnius santykius su mumis ir prisidėtų prie kai kurių komentatorių, kurie lenkų valdžios veiksmus prilygina Rusijos veiksmams tų šalių atžvilgiu.
Tokiu būdu patys netenkame galimybės būti sąjungine mažų regiono valstybių advokate, savotišku regioniniu lyderiu ir ES pasiuntiniu santykiuose Rytai-Vakarai. Suprantama, tokia politika nėra lengva, ką rodo kai kurie įvykiai – nesėkmė Gruzijoje, Lenkijos remiamos „oranžinės revoliucijos“ Ukrainoje pralaimėjimas bei sumanymas, kad ši šalis stotų į NATO. Ne visada santykiai gerai klostosi ir su Baltarusija. Bet tai ne priežastis viską mesti - tokia politika reikalauja kantrybės. Tai rodo daugiametės Skandinavijos valstybių pastangos, siekiančios priartinti savo kaimynus prie Europos Sąjungos. Lenkija, viena iš nedaugelio šalių, turi lyderės potencialą.
Lietuva, Estija, Latvija ar Vengrija turi daugiau geostrateginių, politinių ir ekonominių interesų su Lenkija negu su Vokietija, Prancūzija ar Didžiąja Britanija. Rankos ištiesimas ir santykių stiprinimas padidina tikimybę, kad valstybės, bandančios prastumti kokį nors reikalą ES formate, paprašys mūsų pagalbos. Paskutiniais mėnesiais tik kartą parėmėme mūsų rytinius partnerius. Be visa kito, tai Lenkijos pastangomis NATO ėmėsi kurti Lietuvos, Latvijos ir Estijos gynybos planus. Visus ilgus 6 metus sprendėjai Briuselyje buvo linkę susilaikyti priimti šį sprendimą. O šalių nekantrumas augo – taip pat ir Lenkijos, kuri, atrodo, vis dar neturi kompleksinio avarinio plano. Dėl Lenkijos valdžios veiksmų reikalas pajudėjo – gynybos planai turėtų atsirasti.
Plačiau suprantami Lenkijos „kaimynai“ daug vilčių siejo su prezidentu Lechu Kaczynski‘u, kuris stengėsi vykdyti aktyvią rytų politiką (Ukraina, Gruzija, Moldova). Po jo žūties ir sumaišties Lenkijos valdžios viršūnėse, viltys sutelktos į prezidentą Bronislaw Komorowski. Ne todėl, kad jis užsirekomendavo kaip didesnio aktyvumo Rytų kryptimi šalininkas, bet todėl, kad mažos Vidurio ir Rytų Europos valstybės rems kiekvieną, kuris gali pasiekti, kad Lenkija taptų jų tikru draugu ir atrama.
Robert CZULDA, (vertimas iš lenkų kalbos).
Originalus tekstas:
Wprost.pl: Odlegli sąsiedzi.
Robert Czulda, 2010 10 18
Chociaż Litwa, Łotwa, Estonia czy Węgry to nasze najbliższe sąsiedztwo, Polska zdaje się to ignorować i przyjaciół szuka daleko – głównie w Waszyngtonie i Brukseli.
Na ten problem uwagę zwrócili mi podczas pobytu w Kownie tamtejsi eksperci od polityki międzynarodowej. Zapytali mnie otwarcie – ile u Was mówi się o Litwie? Śledząc polskie media – bez różnicy czy będzie to prasa, telewizja czy radio – można dojść do przekonania, że Litwini, Łotysze, Estończycy, Białorusini, Ukraińcy i Węgrzy mieszkają na innym kontynencie, gdzieś obok Australijczyków. Tyle samo co mieszkańcy Antypodów mają uwagi w polskich środkach masowego przekazu – czyli praktycznie zero za wyjątkiem sytuacji niecodziennych. A przecież to nasza najbliższa zagranica, która domaga się uwagi i często w naszym kraju widzi oparcie. Bez wzajemności – wolimy interesować się śnieżycą w Stanach Zjednoczonych czy Carlą Bruni we Francji, ale nie sąsiadami.
W krajach tych, na Litwie w szczególności, wiele mówi się o Polsce. Przynajmniej na tle Europy Zachodniej, o Stanach Zjednoczonych nie wspominając. Eksperci wypowiadają się o naszej polityce, komentują sytuację wewnętrzną i działalność na arenie międzynarodowej. Rząd litewski oficjalnie mówi o partnerstwie strategicznym z Polską. Czy jednak nad Wisłą ktoś o tym słyszał? Komentatorzy i politycy marnują czas na błahe i nieistotne sprawy, jak choćby mityczne już wizy do Stanów Zjednoczonych. W konsekwencji ignorujemy naszych mniejszych sąsiadów przypominając sobie o nich, gdy jest jakaś potrzeba – głównie, gdy na forum Unii Europejskiej trzeba zrobić front za czymś lub przeciwko czemuś. To najprostsza droga, by państwa te z czasem utraciły nadzieję na lepsze relacje i przychyliły się do opinii niektórych komentatorów, przyrównujących działania polskiego rządu w stosunku do nich do działań Rosji.
W ten sposób sami pozbawiamy się szansy bycia unijnym adwokatem małych państw regionu, swoistym regionalnym liderem i wysłannikiem Unii Europejskiej w relacjach Wschód – Zachód. Oczywiście, taka polityka nie jest łatwa, co pokazuje szereg wydarzeń – niepowodzenia w kwestii Gruzji, klęska wspieranej przez Polskę „pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie i pomysł, by państwo to weszło do NATO. Nie zawsze dobrze układają się relacje z Białorusią. Ale to nie powód, by pomysł ten porzucać – taka polityka wymaga cierpliwości. Świadczy o tym wieloletni wysiłek państw skandynawskich, by zbliżyć swoich sąsiadów do Unii Europejskiej. Polska jako jedno z nielicznych państw ma potencjał do przewodzenia. Litwa, Estonia, Łotwa czy Węgry mają więcej geostrategicznych, politycznych i gospodarczych interesów z Polską niż z Niemcami, Francją czy Wielką Brytanią. Wyciągnięcie ręki i wzmocnienie relacji zwiększy prawdopodobieństwo, że państwa starając się przeforsować jakąś sprawą na forum Unii Europejskiej poproszą nas o pomoc.
W ostatnich miesiącach tylko raz wsparliśmy naszych wschodnich partnerów. To między innymi dzięki Polsce NATO zajęło się kwestią stworzenia planów obronnych Litwy, Łotwy i Estonii. Przez sześć długich lat decydenci z Brukseli woleli wstrzymywać się od podejmowania decyzji. A niecierpliwość republik rosła – także i Polski, która prawdopodobnie ciągle nie ma pełnego i kompleksowego planu awaryjnego. W wyniku działania polskich władz sprawa ruszyła do przodu – plany obronne mają powstać.
Szeroko pojmowani „sąsiedzi” Polski duże nadzieje wiązali z prezydentem Lechem Kaczyńskim, który starał się prowadzić aktywną politykę wschodnią (Ukraina, Gruzja, Mołdawia). Po jego śmierci i zawirowaniach na szczytach władzy teraz nadzieją obdarzono prezydenta Bronisława Komorowskiego. Nie dlatego, że dał się poznać jako zwolennik większej aktywności na kierunku wschodnim, ale dlatego, że małe państwa Europy Środkowo-Wschodniej będą wspierać każdego, kto może sprawić, że Polska stanie się ich pewnym przyjacielem i oparciem.